30
July
2022
/
/
Интервью

„Ich wojna ma twarz Buriaty”

WYWIAD Z WIKTORIĄ MAŁADAJEWĄ, BURIACKĄ AKTYWISTKĄ I JEDNĄ Z ZAŁOŻYCIELEK MIĘDZYNARODOWEJ, ANTYWOJENNEJ FUNDACJI „WOLNA BURIACJA”

WYWIAD Z WIKTORIĄ MAŁADAJEWĄ, BURIACKĄ AKTYWISTKĄ I JEDNĄ Z ZAŁOŻYCIELEK MIĘDZYNARODOWEJ, ANTYWOJENNEJ FUNDACJI „WOLNA BURIACJA”

Buriackie aktywistki i aktywiści założyli międzynarodową fundację „Wolna Buriacja”, aby położyć kres wojnie i pomóc rodzinom żołnierzy. Redakcja "Biedy" rozmawia z Wiktorią Maładajewą, jedną z założycielek „WB”, o sprzeciwie wobec wojny, o tym, dlaczego Buriaci trafiają na front, o imperialnych zakusach Moskwy wobec pozostałych regionów Federacji Rosyjskiej i wreszcie o tym, dlaczego Rosjanie potrzebują dekolonizacji.

— Proszę opowiedzieć o fundacji. Co dało impuls do jej założenia? Kto w niej działa? Jakie macie cele?

— Fundację założyliśmy na podwalinach stowarzyszenia „Buriaci przeciw wojnie”, które zorganizowaliśmy mniej więcej tydzień po wybuchu wojny w Ukrainie. W stowarzyszeniu zgromadziliśmy nieobojętnych na ostatnie wydarzenia rodaków z kręgu znajomych. Chcieliśmy działać, zamiast siedzieć w milczeniu.

Od razu zrozumieliśmy, że to kolejna wojna, która w kremlowskich mediach będzie miała twarz Buriaty. Tak było już w 2014 roku, kiedy Kreml „rozsławił” nasz naród poprzez działania wojenne w Donbasie. Identyczną narrację[1] spostrzegliśmy teraz, kiedy Szejnin, propagandysta stacji telewizyjnej Pierwyj Kanał, powiedział na antenie: „Do pracy bracia-Buriaci”. Chcieliśmy dać do zrozumienia, że są też wśród nas przeciwnicy tej wojny.

Byliśmy gotowi na krytykę ze strony krajan, wiedząc, jak nachalna jest teraz propaganda. Można uwierzyć, że wojnę popierają wszyscy. Jednak, ku naszemu zdziwieniu, odzew ze strony innych Buriatów był bardzo pozytywny.

Nagraliśmy wiele [antywojennych] wystąpień. Niektóre z nich dotarły do ponad miliona ludzi. Nawiązaliśmy kontakt z Buriatami żyjącymi w Ukrainie. Koniecznie chcieliśmy pokazać, że Ukraina jest, podobnie jak Rosja, państwem wielonarodowym.

Potem zdaliśmy sobie sprawę, że kampanie medialne to za mało. Ginęło mnóstwo ludzi. Nam przybywało pracy. Potrzebna była pomoc prawna dla tych, którzy chcieli odmówić [udziału w wojnie]. I tak założyliśmy „Wolną Buriację”.

Przybywało nas, w miarę jak poszukiwaliśmy prawników i konsultowaliśmy się z obrońcami praw obywatelskich. Nasi analitycy codziennie monitorują wiele grup na Facebooku i Viberze. Wiadomości o wojnie są ukrywane [przez państwo], dlatego jesteśmy zmuszeni do zbierania każdego okruchu informacji, by odkryć dane poległych.

W tej chwili zespół liczy 11 osób i po cichu rośnie w siłę.

— Jak Pani uważa, dlaczego propagandyści kładą nacisk na udział w wojnie innych narodów niż Rosjanie? Przychodzą mi na myśl słowa Putina: „Jestem Lakiem, Dagestańczykiem, Czeczenem, Inguszem, Rosjaninem, Tatarem, Żydem, Mordwinem, Osetyjczykiem…”.

— Rosyjska propaganda kolejny raz wykorzystuje mniejszości narodowe, obwiniając je o wszystkie zbrodnie. Rozumiemy to doskonale: rosyjski żołnierz przyjeżdża niby do Donbasu ratować małe kotki; gwałcą i rabują Czeczeni czy Tuwińcy. To stara imperialna taktyka. Doświadczyli jej już Kałmucy, których jako naród ogłoszono wrogami Związku Radzieckiego. Typowe zagranie Kremla.

— Proszę opowiedzieć o Buriacji. Czy to prawda, że gdyby nie kolonizacyjna polityka Moskwy, byłby to bogaty i rozwinięty region? Co sądzą o tym mieszkańcy republiki?

— Buriacja to piękna kraina gór i tajgi. Republika, która jest domem wielu narodów. Mieszkają u nas Rosjanie, Buriaci, Ewenkowie, Ukraińcy. Przeplatają się tu różne kultury, języki i tradycje. Mamy wiele surowców naturalnych - republika jest na dziewiątym miejscu w Federacji Rosyjskiej pod względem wydobycia złota, należy do liderów górnictwa węglowego. Są też u nas nefryty oraz, rzecz jasna, ogromne połacie lasów. Kiedy carska Rosja zdobywała Syberię, Buriacja słynęła z futer. I wreszcie jedno z najważniejszych bogactw - ludzie. Buriaci są na trzecim miejscu w Federacji Rosyjskiej pod względem poziomu wykształcenia. Już nasze babcie i dziadkowie nauczyli się troszczyć o edukację dzieci i wnuków.

— Jeśli zajrzymy do rosyjskiego podręcznika historii czy jakiejkolwiek oficjalnej publikacji, dowiemy się, że Buriacja, Jakucja, Baszkiria i inne republiki przyłączyły się do Imperium Rosyjskiego w zasadzie dobrowolnie. Z kolei niezależni badacze twierdzą, że to “zjednoczenie” wcale nie dokonało się pokojowo. Czy Buriaci wiedzą coś więcej o swojej historii?

— W podręcznikach jej nie znajdziemy, bo nigdy jej tam nie było i [jeśli wszystko zostanie po staremu] nigdy nie będzie. Dlatego też nie wszyscy Buriaci znają historię regionu. Kolonizatorzy nie chcą, żeby kolonie znały swoje dzieje, swój język i kulturę.

W szkole mówili nam, że trzysta lat temu nasi chanowie z własnej woli wybrali się za stepy, góry i lasy do cara. „Przyjmij nas - prosili – do Rosji”. Nawet kiedy słuchałam tego jako dziecko, czułam, że coś tu się nie zgadza. Ale w szkole uczyli nas, że był [ataman] Jermak – i tyle. A potem długo nic i przeskakiwaliśmy do historii caratu.

Ale my wiemy, jak wyglądało to „przyłączenie” Syberii. Buriaci byli przymusowo chrzczeni i rusyfikowani. Zmieniano nam nawet imiona i nazwiska na rosyjsko brzmiące. W latach trzydziestych XX wieku kwiat buriackiej inteligencji rozstrzelano za poglądy panmongolskie[2]. Wymordowano tych, którzy troszczyli się o buriacki język i świadomość narodową.

Taki los spotkał wiele narodów Związku Radzieckiego. Wszyscy doświadczyli więzień i czystek. Nasza fundacja opisze te dzieje. W zespole mamy też historyków. Będziemy opowiadać, jak było naprawdę. Moim zdaniem potrzebują tego mieszkańcy wszystkich współczesnych kolonii.

— Dlaczego? Często słyszymy pytania w rodzaju: „Po co grzebać w przeszłości?”, „Po co burzyć spokój?”.

— „Po co burzyć spokój” - to punkt widzenia kolonizatorów. Ich zadowala obecny stan rzeczy: płyną do nich daniny; drenują pieniądze ze wszystkich kolonii. W zamian nie dają [koloniom] niczego, wyłącznie je wykorzystują.

Kolonizatorzy potrzebują utrzymać obywateli w marazmie, aby łatwo nimi manipulować. Dlatego będą zapewniać ludzi, że wszystko jest w porządku. „Nie dramatyzujcie”, „Po co grzebać w przeszłości” i tak dalej... Ale bez historii nie będzie przyszłości.

— A co z Rosjanami? Po co im dekolonizacja?

— Po to, żeby zyskać prawdziwą wolność. Po to, żebyśmy poznali się nawzajem - nasze tradycje, kulturę. Tylko wtedy nasze narody będą się szanować. Może (nawet) od nowa ułożymy wspólne życie, kiedy uświadomimy sobie, przez jakie cierpienie przeszedł mój i inne rdzenne narody Rosji, kiedy potomkowie oprawców przyjmą wreszcie ten fakt do wiadomości. Nie oczekujemy przeprosin, ale uznania prawdy. To bardzo ważne, żeby znać prawdę.

— Czy w Buriacji pojawiały się w ostatnich czasach ruchy narodowe, a jeśli tak - co osiągnęły?

—Tak, pojawiały się. Buriaci są odważnym ludem. Weźmy pod uwagę chociażby to, że jako pierwsi zorganizowaliśmy narodowy ruch antywojenny. Nawet funkcjonariusze FSB przyznają, że Kreml bardzo obawia się separatyzmu[3]. A w pierwszej kolejności obawia się Buriatów, ponieważ nasza odwaga i waleczność są znane od dawna. Proszę zwrócić uwagę, że podczas wyborów do Dumy Państwowej poparcie dla urzędującej władzy było u nas o wiele niższe niż w pozostałych republikach narodowych [Federacji Rosyjskiej]. Przy frekwencji 45% na Jedną Rosję oddano 42,5% głosów. (W Czeczenii frekwencja wynosiła 94%, a na Jedną Rosję głosowało 96% wyborców. W Tatarstanie było to odpowiednio 79% i 79%, w Dagestanie 84,5% i 81%, w Tuwie 83% i 85%, w Karaczajo-Czerkiesji 89% i 80%. - przyp. red.)[4].

Buriacki aktywista Władimir Chamutajew napisał książkę Przyłączenie Buriacji do Rosji: historia, prawo, polityka. Władze uznały go za separatystę i wszczęły wobec niego postępowanie karne. To wszystko tylko dlatego, że napisał o kolonizacji naszej ziemi. Chamutajew ostatecznie musiał wyjechać z kraju.

Teraz też są w naszym narodzie partyzanci, aktywiści walczący z reżimem – i to już od dłuższego czasu. Przed każdymi wyborami na prezydenta kraju, prezydenta naszej republiki czy nawet mera miasta odbywały się u nas mityngi.

— Niektórzy przedstawiciele liberalnej opozycji nie tylko ignorują wasz punkt widzenia, ale nawet wyrażają się prowokacyjnie o rdzennych narodach Federacji Rosyjskiej.

— To prawda. Chociażby [Aleksandr] Niewzorow w niedawnym wywiadzie udzielonym [Dmitrijowi] Gordonowi powiedział, że Marija Zacharowa „mogłaby bez problemu zaspokoić cały oddział Buriatów”. Bo przecież – wiadomo – Buriaci gwałcą każdego, kto się nawinie. Zszokowała nas ta wypowiedź. Wielu ludzi uważa Niewzorowa za opozycyjnego liberała, a to zwykły szowinista[5].

W toczącej się wojnie uczestniczą żołnierze ponad stu narodowości. Buriaci stanowią zaledwie 0,3% wszystkich sił na froncie, ale to nas uczyniono symbolem tej napaści. Rozumiem, że wielu Buriatów walczy, ale na pewno jest ich mniej niż Rosjan. Jeśli przejrzymy fotografie i filmy z jeńcami wojennymi na youtube'owym kanale Ищи своих [Szukaj swoich], 99% z nich stanowią Rosjanie. Buriatów trafiło się może dziesięciu pośród tysięcy innych żołnierzy.

— Jeszcze jeden komentarz pada często  w kontekście wojny w Ukrainie: „Po co się tu pchacie z waszą dekolonizacją/gender/ekologią?", "Jak macie zamiar zatrzymać tym wojnę?" Czy Pani zdaniem jedno może mieć związek z drugim?

— Wszystkie wymienione tematy mają związek z wojną. Jeśli Rosja nie byłaby tak przesycona ksenofobią[6] i rasizmem, jak jest obecnie, nie dałoby się rozpętać konfliktu zbrojnego. Trzeba zwalczać przyczynę wojny.

— Czy „Wolna Buriacja” ma program polityczny?

Tak. Mamy cele polityczne. Żądamy, żeby relacje między regionami były równoprawne, żeby Rosja stanowiła prawdziwą, a nie papierową federację.

Dlaczego tylu Buriatów zginęło na wojnie? Dlatego że Moskwa skąpiła [republice] pieniędzy. Jesteśmy biednym regionem. Już nie pierwszy rok republika pustoszeje z powodu emigracji. Wszyscy młodzi ludzie wyjeżdżają zarobkowo na Kamczatkę lub do Korei. Co trzeci Buriat pracował już jakiś czas w Korei. Ludzie są zadłużeni. Brakuje dróg. Brakuje wszystkiego. To są powody, dla których tak wielu Buriatów podpisało kontrakty z armią i pojechało do Ukrainy. Dodajmy do tego fakt, że w naszej republice ulokowano liczne bazy wojskowe.

Dlatego właśnie opowiadamy się za federalizacją. Chcemy, żeby Buriacja mogła sama na siebie zarabiać i sama rozporządzać swoimi bogactwami.

Kiedy Gazprom przenosił się z Moskwy do Petersburga, wystarczyło tylko, żeby zmienił adres, a do petersburskiej gospodarki popłynęły miliardy. A skąd Gazprom bierze ropę naftową? Wydobywa ją we wszystkich regionach Federacji. To samo dzieje się z naszym złotem, węglem i tak dalej - wszystko trafia do Moskwy.

— Do waszych transmisji na Instagramie zapraszacie nie tylko przedstawicielki i przedstawicieli narodu buriackiego, ale też artystkę z Niżnego Tagiłu - Alisę Gorszeninę, czeczeńskiego blogera Abubakara Jangułbajewa i innych. Dlaczego to dla was istotne, żeby zapraszać gości spoza Buriacji?

— Domagamy się naprawy relacji pomiędzy regionami, więc stopniowo poznajemy aktywistów z innych republik. Z Alisą i Abubakarem świetnie nam się rozmawiało. Wkrótce zaprosimy też aktywistów z Kałmucji i Tuwy.

Chętnie zawieramy nowe znajomości. Zwłaszcza że regiony niewiele wiedzą o sobie nawzajem. W naszym państwie „historia” ogranicza się do historii Rosjan. Nikt nie naucza dziejów i tradycji innych narodów. Dla mnie jednak poznawanie innych kultur jest bardzo zajmujące. Dlatego właśnie wychodzimy z propozycjami kontaktu. Nie zamykamy się.

— Na koniec chcielibyśmy poznać Pani osobistą historię. Jak została Pani aktywistką?

— Razem z rodziną już sześć lat mieszkam w Kalifornii - wygraliśmy loterię wizową. Pracuję w sektorze IT jako UX designer. Dużo podróżujemy, lubimy odwiedzać nowe kraje i poznawać ich kulturę. Mam dziesięcioletnią córkę. Mieszkają też z nami trzy koty. Ogólnie rzecz biorąc, dopóki nie rozpoczęła się wojna, żyliśmy sielankowo.

Po 24 lutego napisał do mnie znajomy aktywista Dorżo Dugarow. Zaproponował pomoc w poszukiwaniu jeńców. Powiedział, że jeśli dostanie kontakt do rodziny żołnierza, będzie go szukał wśród wziętych w niewolę. Razem z przyjaciółmi zaczęłam zdobywać informacje i dotarło do nas, jak wielu naszych pobratymców znalazło się w Ukrainie. Nie tylko Buriatów, ale i Rosjan. Zrozumieliśmy, że należy działać. Nasi ludzie są wykorzystywani jako mięso armatnie. Wielu przepadło bez wieści.

Dotarliśmy do znajomych, którzy myślą podobnie. Razem kręciliśmy „rolki”, podpowiadaliśmy żołnierzom jak zerwać kontrakt; zaczęliśmy działać w mediach na dużą skalę. Pomogło nam to przeżyć pierwsze miesiące wojny.

Nakłaniamy inne regiony Federacji, by również prowadziły statystyki [dotyczące wojny] i sprzeciwiały się propagandzie. Jesteśmy gotowi dzielić się doświadczeniami i pomagać.

tłumaczenie z języka rosyjskiego Tomasz Mucha i Katarzyna Prokop

[1] narracja — opis wydarzeń i ich interpretacja z określonego punktu widzenia. W ogólnym sensie określenie stosowane zamiennie z "przekazem", "opowiadaniem". W narracji politycznej ważną rolę odgrywają obrazy budowane przez polityków i dziennikarzy mass-mediów. "Obrazem" może być zarówno opis zdarzenia, jak i działania czy osoby. Uczestnikom obrazu przypisane są role i cechy. Politycy i media budują i utrzymują „obrazy ” przy życiu poprzez ich ciągłe powtarzanie. W ten sposób w umysłach ich słuchaczy powstaje „mapa pojęciowa”.

[2] panmongolizm — ruch domagający się zjednoczenia wszystkich mongolskich narodów w jednym państwie.

[3] separatyzm (w Rosji) — dążenie grup wywodzących się z regionów Federacji Rosyjskiej do suwerenności lub autonomii. Podłożem takich ruchów są rozmaite żądania, w tym: polityczne i gospodarcze; przykładowo: rewizja stosunków regionów z władzą centralną. Są też motywacje związane z prawem do własnej kultury i języka.

[4] za Centralną Komisją Wyborczą Federacji Rosyjskiej

[5] szowinizm — demonstracja wyższości na gruncie narodowym w relacjach z przedstawicielami innych grup etnicznych; szowinista przyznaje sobie prawo do dyskryminacji innych narodów, wykorzystywania ich i stosowania wobec nich przemocy. Szowinizm prowadzi do powstawania nienawiści według schematu „inny niż my = obcy = wróg”. Jest on jedną z form ksenofobii.

[6] ksenofobia — wrogość wobec obcych, nieznanych osób i zjawisk; postrzeganie obcego jako nieprzyjaznego i groźnego; podejrzliwość i wrogość w relacjach z imigrantami oraz przedstawicielami innych kultur czy narodowości, wyznawcami innych religii.

От кого:
Кому:
Заголовок письма:
„Ich wojna ma twarz Buriaty”

Buriackie aktywistki i aktywiści założyli międzynarodową fundację „Wolna Buriacja”, aby położyć kres wojnie i pomóc rodzinom żołnierzy. Redakcja "Biedy" rozmawia z Wiktorią Maładajewą, jedną z założycielek „WB”, o sprzeciwie wobec wojny, o tym, dlaczego Buriaci trafiają na front, o imperialnych zakusach Moskwy wobec pozostałych regionów Federacji Rosyjskiej i wreszcie o tym, dlaczego Rosjanie potrzebują dekolonizacji.

— Proszę opowiedzieć o fundacji. Co dało impuls do jej założenia? Kto w niej działa? Jakie macie cele?

— Fundację założyliśmy na podwalinach stowarzyszenia „Buriaci przeciw wojnie”, które zorganizowaliśmy mniej więcej tydzień po wybuchu wojny w Ukrainie. W stowarzyszeniu zgromadziliśmy nieobojętnych na ostatnie wydarzenia rodaków z kręgu znajomych. Chcieliśmy działać, zamiast siedzieć w milczeniu.

Od razu zrozumieliśmy, że to kolejna wojna, która w kremlowskich mediach będzie miała twarz Buriaty. Tak było już w 2014 roku, kiedy Kreml „rozsławił” nasz naród poprzez działania wojenne w Donbasie. Identyczną narrację[1] spostrzegliśmy teraz, kiedy Szejnin, propagandysta stacji telewizyjnej Pierwyj Kanał, powiedział na antenie: „Do pracy bracia-Buriaci”. Chcieliśmy dać do zrozumienia, że są też wśród nas przeciwnicy tej wojny.

Byliśmy gotowi na krytykę ze strony krajan, wiedząc, jak nachalna jest teraz propaganda. Można uwierzyć, że wojnę popierają wszyscy. Jednak, ku naszemu zdziwieniu, odzew ze strony innych Buriatów był bardzo pozytywny.

Nagraliśmy wiele [antywojennych] wystąpień. Niektóre z nich dotarły do ponad miliona ludzi. Nawiązaliśmy kontakt z Buriatami żyjącymi w Ukrainie. Koniecznie chcieliśmy pokazać, że Ukraina jest, podobnie jak Rosja, państwem wielonarodowym.

Potem zdaliśmy sobie sprawę, że kampanie medialne to za mało. Ginęło mnóstwo ludzi. Nam przybywało pracy. Potrzebna była pomoc prawna dla tych, którzy chcieli odmówić [udziału w wojnie]. I tak założyliśmy „Wolną Buriację”.

Przybywało nas, w miarę jak poszukiwaliśmy prawników i konsultowaliśmy się z obrońcami praw obywatelskich. Nasi analitycy codziennie monitorują wiele grup na Facebooku i Viberze. Wiadomości o wojnie są ukrywane [przez państwo], dlatego jesteśmy zmuszeni do zbierania każdego okruchu informacji, by odkryć dane poległych.

W tej chwili zespół liczy 11 osób i po cichu rośnie w siłę.

— Jak Pani uważa, dlaczego propagandyści kładą nacisk na udział w wojnie innych narodów niż Rosjanie? Przychodzą mi na myśl słowa Putina: „Jestem Lakiem, Dagestańczykiem, Czeczenem, Inguszem, Rosjaninem, Tatarem, Żydem, Mordwinem, Osetyjczykiem…”.

— Rosyjska propaganda kolejny raz wykorzystuje mniejszości narodowe, obwiniając je o wszystkie zbrodnie. Rozumiemy to doskonale: rosyjski żołnierz przyjeżdża niby do Donbasu ratować małe kotki; gwałcą i rabują Czeczeni czy Tuwińcy. To stara imperialna taktyka. Doświadczyli jej już Kałmucy, których jako naród ogłoszono wrogami Związku Radzieckiego. Typowe zagranie Kremla.

— Proszę opowiedzieć o Buriacji. Czy to prawda, że gdyby nie kolonizacyjna polityka Moskwy, byłby to bogaty i rozwinięty region? Co sądzą o tym mieszkańcy republiki?

— Buriacja to piękna kraina gór i tajgi. Republika, która jest domem wielu narodów. Mieszkają u nas Rosjanie, Buriaci, Ewenkowie, Ukraińcy. Przeplatają się tu różne kultury, języki i tradycje. Mamy wiele surowców naturalnych - republika jest na dziewiątym miejscu w Federacji Rosyjskiej pod względem wydobycia złota, należy do liderów górnictwa węglowego. Są też u nas nefryty oraz, rzecz jasna, ogromne połacie lasów. Kiedy carska Rosja zdobywała Syberię, Buriacja słynęła z futer. I wreszcie jedno z najważniejszych bogactw - ludzie. Buriaci są na trzecim miejscu w Federacji Rosyjskiej pod względem poziomu wykształcenia. Już nasze babcie i dziadkowie nauczyli się troszczyć o edukację dzieci i wnuków.

— Jeśli zajrzymy do rosyjskiego podręcznika historii czy jakiejkolwiek oficjalnej publikacji, dowiemy się, że Buriacja, Jakucja, Baszkiria i inne republiki przyłączyły się do Imperium Rosyjskiego w zasadzie dobrowolnie. Z kolei niezależni badacze twierdzą, że to “zjednoczenie” wcale nie dokonało się pokojowo. Czy Buriaci wiedzą coś więcej o swojej historii?

— W podręcznikach jej nie znajdziemy, bo nigdy jej tam nie było i [jeśli wszystko zostanie po staremu] nigdy nie będzie. Dlatego też nie wszyscy Buriaci znają historię regionu. Kolonizatorzy nie chcą, żeby kolonie znały swoje dzieje, swój język i kulturę.

W szkole mówili nam, że trzysta lat temu nasi chanowie z własnej woli wybrali się za stepy, góry i lasy do cara. „Przyjmij nas - prosili – do Rosji”. Nawet kiedy słuchałam tego jako dziecko, czułam, że coś tu się nie zgadza. Ale w szkole uczyli nas, że był [ataman] Jermak – i tyle. A potem długo nic i przeskakiwaliśmy do historii caratu.

Ale my wiemy, jak wyglądało to „przyłączenie” Syberii. Buriaci byli przymusowo chrzczeni i rusyfikowani. Zmieniano nam nawet imiona i nazwiska na rosyjsko brzmiące. W latach trzydziestych XX wieku kwiat buriackiej inteligencji rozstrzelano za poglądy panmongolskie[2]. Wymordowano tych, którzy troszczyli się o buriacki język i świadomość narodową.

Taki los spotkał wiele narodów Związku Radzieckiego. Wszyscy doświadczyli więzień i czystek. Nasza fundacja opisze te dzieje. W zespole mamy też historyków. Będziemy opowiadać, jak było naprawdę. Moim zdaniem potrzebują tego mieszkańcy wszystkich współczesnych kolonii.

— Dlaczego? Często słyszymy pytania w rodzaju: „Po co grzebać w przeszłości?”, „Po co burzyć spokój?”.

— „Po co burzyć spokój” - to punkt widzenia kolonizatorów. Ich zadowala obecny stan rzeczy: płyną do nich daniny; drenują pieniądze ze wszystkich kolonii. W zamian nie dają [koloniom] niczego, wyłącznie je wykorzystują.

Kolonizatorzy potrzebują utrzymać obywateli w marazmie, aby łatwo nimi manipulować. Dlatego będą zapewniać ludzi, że wszystko jest w porządku. „Nie dramatyzujcie”, „Po co grzebać w przeszłości” i tak dalej... Ale bez historii nie będzie przyszłości.

— A co z Rosjanami? Po co im dekolonizacja?

— Po to, żeby zyskać prawdziwą wolność. Po to, żebyśmy poznali się nawzajem - nasze tradycje, kulturę. Tylko wtedy nasze narody będą się szanować. Może (nawet) od nowa ułożymy wspólne życie, kiedy uświadomimy sobie, przez jakie cierpienie przeszedł mój i inne rdzenne narody Rosji, kiedy potomkowie oprawców przyjmą wreszcie ten fakt do wiadomości. Nie oczekujemy przeprosin, ale uznania prawdy. To bardzo ważne, żeby znać prawdę.

— Czy w Buriacji pojawiały się w ostatnich czasach ruchy narodowe, a jeśli tak - co osiągnęły?

—Tak, pojawiały się. Buriaci są odważnym ludem. Weźmy pod uwagę chociażby to, że jako pierwsi zorganizowaliśmy narodowy ruch antywojenny. Nawet funkcjonariusze FSB przyznają, że Kreml bardzo obawia się separatyzmu[3]. A w pierwszej kolejności obawia się Buriatów, ponieważ nasza odwaga i waleczność są znane od dawna. Proszę zwrócić uwagę, że podczas wyborów do Dumy Państwowej poparcie dla urzędującej władzy było u nas o wiele niższe niż w pozostałych republikach narodowych [Federacji Rosyjskiej]. Przy frekwencji 45% na Jedną Rosję oddano 42,5% głosów. (W Czeczenii frekwencja wynosiła 94%, a na Jedną Rosję głosowało 96% wyborców. W Tatarstanie było to odpowiednio 79% i 79%, w Dagestanie 84,5% i 81%, w Tuwie 83% i 85%, w Karaczajo-Czerkiesji 89% i 80%. - przyp. red.)[4].

Buriacki aktywista Władimir Chamutajew napisał książkę Przyłączenie Buriacji do Rosji: historia, prawo, polityka. Władze uznały go za separatystę i wszczęły wobec niego postępowanie karne. To wszystko tylko dlatego, że napisał o kolonizacji naszej ziemi. Chamutajew ostatecznie musiał wyjechać z kraju.

Teraz też są w naszym narodzie partyzanci, aktywiści walczący z reżimem – i to już od dłuższego czasu. Przed każdymi wyborami na prezydenta kraju, prezydenta naszej republiki czy nawet mera miasta odbywały się u nas mityngi.

— Niektórzy przedstawiciele liberalnej opozycji nie tylko ignorują wasz punkt widzenia, ale nawet wyrażają się prowokacyjnie o rdzennych narodach Federacji Rosyjskiej.

— To prawda. Chociażby [Aleksandr] Niewzorow w niedawnym wywiadzie udzielonym [Dmitrijowi] Gordonowi powiedział, że Marija Zacharowa „mogłaby bez problemu zaspokoić cały oddział Buriatów”. Bo przecież – wiadomo – Buriaci gwałcą każdego, kto się nawinie. Zszokowała nas ta wypowiedź. Wielu ludzi uważa Niewzorowa za opozycyjnego liberała, a to zwykły szowinista[5].

W toczącej się wojnie uczestniczą żołnierze ponad stu narodowości. Buriaci stanowią zaledwie 0,3% wszystkich sił na froncie, ale to nas uczyniono symbolem tej napaści. Rozumiem, że wielu Buriatów walczy, ale na pewno jest ich mniej niż Rosjan. Jeśli przejrzymy fotografie i filmy z jeńcami wojennymi na youtube'owym kanale Ищи своих [Szukaj swoich], 99% z nich stanowią Rosjanie. Buriatów trafiło się może dziesięciu pośród tysięcy innych żołnierzy.

— Jeszcze jeden komentarz pada często  w kontekście wojny w Ukrainie: „Po co się tu pchacie z waszą dekolonizacją/gender/ekologią?", "Jak macie zamiar zatrzymać tym wojnę?" Czy Pani zdaniem jedno może mieć związek z drugim?

— Wszystkie wymienione tematy mają związek z wojną. Jeśli Rosja nie byłaby tak przesycona ksenofobią[6] i rasizmem, jak jest obecnie, nie dałoby się rozpętać konfliktu zbrojnego. Trzeba zwalczać przyczynę wojny.

— Czy „Wolna Buriacja” ma program polityczny?

Tak. Mamy cele polityczne. Żądamy, żeby relacje między regionami były równoprawne, żeby Rosja stanowiła prawdziwą, a nie papierową federację.

Dlaczego tylu Buriatów zginęło na wojnie? Dlatego że Moskwa skąpiła [republice] pieniędzy. Jesteśmy biednym regionem. Już nie pierwszy rok republika pustoszeje z powodu emigracji. Wszyscy młodzi ludzie wyjeżdżają zarobkowo na Kamczatkę lub do Korei. Co trzeci Buriat pracował już jakiś czas w Korei. Ludzie są zadłużeni. Brakuje dróg. Brakuje wszystkiego. To są powody, dla których tak wielu Buriatów podpisało kontrakty z armią i pojechało do Ukrainy. Dodajmy do tego fakt, że w naszej republice ulokowano liczne bazy wojskowe.

Dlatego właśnie opowiadamy się za federalizacją. Chcemy, żeby Buriacja mogła sama na siebie zarabiać i sama rozporządzać swoimi bogactwami.

Kiedy Gazprom przenosił się z Moskwy do Petersburga, wystarczyło tylko, żeby zmienił adres, a do petersburskiej gospodarki popłynęły miliardy. A skąd Gazprom bierze ropę naftową? Wydobywa ją we wszystkich regionach Federacji. To samo dzieje się z naszym złotem, węglem i tak dalej - wszystko trafia do Moskwy.

— Do waszych transmisji na Instagramie zapraszacie nie tylko przedstawicielki i przedstawicieli narodu buriackiego, ale też artystkę z Niżnego Tagiłu - Alisę Gorszeninę, czeczeńskiego blogera Abubakara Jangułbajewa i innych. Dlaczego to dla was istotne, żeby zapraszać gości spoza Buriacji?

— Domagamy się naprawy relacji pomiędzy regionami, więc stopniowo poznajemy aktywistów z innych republik. Z Alisą i Abubakarem świetnie nam się rozmawiało. Wkrótce zaprosimy też aktywistów z Kałmucji i Tuwy.

Chętnie zawieramy nowe znajomości. Zwłaszcza że regiony niewiele wiedzą o sobie nawzajem. W naszym państwie „historia” ogranicza się do historii Rosjan. Nikt nie naucza dziejów i tradycji innych narodów. Dla mnie jednak poznawanie innych kultur jest bardzo zajmujące. Dlatego właśnie wychodzimy z propozycjami kontaktu. Nie zamykamy się.

— Na koniec chcielibyśmy poznać Pani osobistą historię. Jak została Pani aktywistką?

— Razem z rodziną już sześć lat mieszkam w Kalifornii - wygraliśmy loterię wizową. Pracuję w sektorze IT jako UX designer. Dużo podróżujemy, lubimy odwiedzać nowe kraje i poznawać ich kulturę. Mam dziesięcioletnią córkę. Mieszkają też z nami trzy koty. Ogólnie rzecz biorąc, dopóki nie rozpoczęła się wojna, żyliśmy sielankowo.

Po 24 lutego napisał do mnie znajomy aktywista Dorżo Dugarow. Zaproponował pomoc w poszukiwaniu jeńców. Powiedział, że jeśli dostanie kontakt do rodziny żołnierza, będzie go szukał wśród wziętych w niewolę. Razem z przyjaciółmi zaczęłam zdobywać informacje i dotarło do nas, jak wielu naszych pobratymców znalazło się w Ukrainie. Nie tylko Buriatów, ale i Rosjan. Zrozumieliśmy, że należy działać. Nasi ludzie są wykorzystywani jako mięso armatnie. Wielu przepadło bez wieści.

Dotarliśmy do znajomych, którzy myślą podobnie. Razem kręciliśmy „rolki”, podpowiadaliśmy żołnierzom jak zerwać kontrakt; zaczęliśmy działać w mediach na dużą skalę. Pomogło nam to przeżyć pierwsze miesiące wojny.

Nakłaniamy inne regiony Federacji, by również prowadziły statystyki [dotyczące wojny] i sprzeciwiały się propagandzie. Jesteśmy gotowi dzielić się doświadczeniami i pomagać.

tłumaczenie z języka rosyjskiego Tomasz Mucha i Katarzyna Prokop

[1] narracja — opis wydarzeń i ich interpretacja z określonego punktu widzenia. W ogólnym sensie określenie stosowane zamiennie z "przekazem", "opowiadaniem". W narracji politycznej ważną rolę odgrywają obrazy budowane przez polityków i dziennikarzy mass-mediów. "Obrazem" może być zarówno opis zdarzenia, jak i działania czy osoby. Uczestnikom obrazu przypisane są role i cechy. Politycy i media budują i utrzymują „obrazy ” przy życiu poprzez ich ciągłe powtarzanie. W ten sposób w umysłach ich słuchaczy powstaje „mapa pojęciowa”.

[2] panmongolizm — ruch domagający się zjednoczenia wszystkich mongolskich narodów w jednym państwie.

[3] separatyzm (w Rosji) — dążenie grup wywodzących się z regionów Federacji Rosyjskiej do suwerenności lub autonomii. Podłożem takich ruchów są rozmaite żądania, w tym: polityczne i gospodarcze; przykładowo: rewizja stosunków regionów z władzą centralną. Są też motywacje związane z prawem do własnej kultury i języka.

[4] za Centralną Komisją Wyborczą Federacji Rosyjskiej

[5] szowinizm — demonstracja wyższości na gruncie narodowym w relacjach z przedstawicielami innych grup etnicznych; szowinista przyznaje sobie prawo do dyskryminacji innych narodów, wykorzystywania ich i stosowania wobec nich przemocy. Szowinizm prowadzi do powstawania nienawiści według schematu „inny niż my = obcy = wróg”. Jest on jedną z form ksenofobii.

[6] ksenofobia — wrogość wobec obcych, nieznanych osób i zjawisk; postrzeganie obcego jako nieprzyjaznego i groźnego; podejrzliwość i wrogość w relacjach z imigrantami oraz przedstawicielami innych kultur czy narodowości, wyznawcami innych religii.

Мнение редакции может не совпадать с точкой зрения авторов и героев публикуемых материалов
Другие посты рубрики
«
Интервью
»